

23 maja 2021. Po trzech latach wracamy na Włodzicką Górę. Wtedy, w 2018 roku wdrapaliśmy się na nią w ramach Korony Sudetów Polskich, a na szczycie zalegały smutne ruiny wieży widokowej. Teraz to już historia, ale po kolei. Nomen omen zaczynamy na parkingu przy stacji kolejowej.


Lepiej się tego miejsca chyba nie dało zorganizować. Oprócz pojemnego parkingu znaleźć tu można dobrze opisany szlakowy rozgałęźnik i tablicę z info o wieży widokowej.


Początek trasy mało sympatyczny. Trzeba przejść ruchliwą 381, na szczęście pobocze dość szerokie a potem chodnik.

Za wiaduktem ostro w lewo i w dół pomiędzy zabudowania. Czujność wskazana, bo za domem nr 136 szlak ucieka ostro w prawo i do góry (można sobie też skrócić przed tym domkiem). Potem pozostaje już tylko jeden moment, gdzie trzeba uważać. Na rozdrożu nad Świerkami Dolnymi stoi samotny dom nr 137 (z tabliczką teren prywatny). W prawo idzie szlak żółty, a my idziemy dalej zielonym w lewo.
Wchodzimy na skraj łąki, a im wyżej jesteśmy tym piękniejsze widoki.


Gdy zeszliśmy z łąki podejście w lesie zrobiło się ciut bardziej wymagające, ale bez przesady. Sucho, szeroko i ciepło.


Po drodze napotykamy ruiny magazynu kruszywa.



Stąd jeszcze kawałek zielonym i dochodzimy do rozdroża. Teraz przesiadamy się na szlak zielono-czerwony.

Jeszcze 5 minut i jesteśmy na szczycie.






